W dzisiejszym świecie to takie proste. Wyciągasz telefon i robisz zdjęcie. Jedno po drugim. Bez większego zastanowienia, czy cieszysz się tą chwilą na tyle, by ją uwiecznić. Urodziny. Boże Narodzenie. Święta. Ważne momenty, takie jak rocznice, ale także wtedy, gdy zobaczysz coś zabawnego na ulicy. Dlaczego to robimy? Po co? Zadawałam sobie te pytania, sortując setki zdjęć z zeszłego roku. Próbując wybrać najlepsze i wywołać.
1. Zdjęcia
Pokolenie rodziców miało rzadkie okazje do robienia zdjęć. Tylko aparatem, który umożliwiał jedynie 24 lub 36 okazji. Potem trzeba było zanieść film do wywołania i ułożyć zdjęcia w albumie. Poświęcano trochę czasu na przemyślenie, czy warto zrobić zdjęcie. Może trafią się lepsze okazje. Była tylko jedna szansa na zrobienie danego ujęcia. Teraz robimy ich setki. Często powtarzamy ten sam moment, a jednak niewielu z nas kiedykolwiek je przegląda, żeby zdecydować, które jest najlepsze i by usunąć resztę.
Dlaczego nasi rodzice robili zdjęcia? Żeby podzielić się nimi z rodziną i przyjaciółmi. Po wakacjach pokazywali sobie albumy i opowiadali najlepsze historie z podróży. To miało znaczenie. Spędzali razem czas. Dzielili się emocjami i wspomnieniami.
Nasi dziadkowie mieli jeszcze mniej okazji, żeby zrobić zdjęcia. Nie było możliwości posiadania własnego aparatu. Trzeba było iść do fotografa. Tylko kilka okazji było tego wartych. Narodziny. Pierwsza komunia. Ślub. Te chwile były oprawione w ramki i każdy mógł je zobaczyć podczas wizyty. Wystawione w witrynach, cieszyły oko na co dzień. Inne chwile, choćby również wyjątkowe, ludzie zachowywali tylko w pamięci i sercach.
Podzieliłam się z sąsiadką informacją, że sortuję zdjęcia, a ona odpowiedziała: „Och, ja też mam dużo zdjęć z wakacji, ale trzymam je w wersji cyfrowej, na komputerze. Nigdy nie chciałam ich sortować”. I zadałam sobie pytanie, po co robić zdjęcie, skoro nie ma się zamiaru go już nigdy oglądać?
Może jednak ludzie planują, że kiedyś je obejrzą. Niestety ze zdjęciami jest trochę tak jak z przedmiotami. Kiedy mamy ich kilka - bardzo je doceniamy i możemy poświęcić im więcej uwagi. Jednak gdy mamy ich bardzo dużo, to tak naprawdę już wcale nie pamiętamy co i gdzie mamy. Przyjemnie jest usiąść na kwadrans i przejrzeć jeden album, powspominać, może się wzruszyć. Zupełnie inne jest wrażenie, gdy otwieramy folder, w którym jest 5 tysięcy zdjęć. Nigdy nie przeglądane, zawierają rozmazane i powtarzające się ujęcia. Żadna przyjemność. Jednocześnie przytłaczająca ilość nie zachęca do sortowania i porządkowania.
Co zatem zrobić? Zachęcam do refleksji, gdy po raz kolejny będziemy robić zdjęcie. Po pierwsze, zastanówmy się, czy ten moment jest wart uwiecznienia. Po drugie, jeżeli zrobimy kilka ujęć, poświęćmy od razu chwilę na wybranie tego najlepszego, a resztę usuńmy. I po trzecie, gdy wiemy, że zrobiliśmy nieostre lub przypadkowe zdjęcie od razu się go pozbywamy. Te 3 drobne nawyki pomogą nam, by w przyszłości nawet jeżeli nie zdecydujemy się na sortowanie, czy wywoływanie, to przyjemniej będzie oglądać zdjęcia w wersji cyfrowej.
2. Filmy
A co z filmami? Dawniej nie było nawet takich możliwości. Obecnie na występach dziecięcych w przedszkolach i szkołach można zobaczyć “las rąk” wyciągniętych w górę z telefonem w celu uwiecznienia tego pięknego momentu. I choć jest niepowtarzalna okazja, by obejrzeć występ na żywo, część ludzi już za pierwszym razem ogląda go na ekranie filmującego telefonu, żeby się upewnić, że dobrze się nagrywa. Zachęcam, do odłożenia sprzętu, bycia tu i teraz. Cieszenia się razem z dziećmi tą chwilą, która jest niepowtarzalna właśnie dlatego, że razem ją dzielimy. Rzeczywiście, film może zostać na zawsze. Zastanówmy się jednak, ilu z nas jako nastolatkowie chciało oglądać choćby zdjęcia z dzieciństwa? Dzieci żyją bieżącą chwilą, dobrze gdybyśmy umieli się tego od nich uczyć.
Może nie warto zatrzymywać czasu? Może pozwólmy mu biec własnym tempem i rozkoszujmy się każdą chwilą. Będzie co wspominać, a życie wyda nam się pełne.