Jak to możliwe, że mając tak wiele ubrań w szafie często napotykamy problem “nie mam co na siebie włożyć”. Dotyczy to szczególnych okazji, ale także naszego codziennego stroju do pracy. Jak to możliwe, że dawniej ludzie mając mniej strojów nie zastanawiali się nad tym, że nie mają w co się ubrać? Skąd się wzięła ta zmiana i czy rzeczywiście kolejny zakup rozwiąże problem?
1. Możliwości finansowe
Pierwszą rzeczą, która przychodzi do głowy jest dostępność. Dawniej sprzedawano mniej rzeczy. Jeżeli tylko to było możliwe, to wytwarzano samodzielnie np. robione na drutach swetry, skarpety, czapki, rękawiczki. Największy problem był pod tym względem z obuwiem. Zapewne produkty dawnych czasów były trwalsze i wykonane z solidnych materiałów. Należy również uwzględnić czas wytworzenia. Jeżeli na zrobienie swetra 1 osoba poświęcała cały swój dzień pracy, a czasem nawet kilka, to dbała o niego, nosiła z dumą i korzystała tak długo jak tylko to było możliwe. Dawniej reperowano ubrania lub przerabiano na inne, tak by jak najlepiej wykorzystać użyty materiał. Obecnie wejście w posiadanie swetra, przy wyjątkowo korzystnym układzie może zająć około 15 minut. Jeżeli sklep jest dostatecznie blisko i nie jesteśmy bardzo wybredni albo, gdy zamawiamy przez internet. W związku z tym, że nie widzimy powiązania wysiłku ze zdobyciem przedmiotu jesteśmy do niego dużo mniej przywiązani. Oczywiście, że włożyliśmy pewien wysiłek np. zarabiając pieniądze, które przeznaczyliśmy na zakup. Jednak pracując na sweter z reguły nie myślimy o nim. Jedynie szczególne zakupy wymagają od nas takiej formy planowania i oszczędzania. Z reguły dotyczy to droższych zakupów niż ubrania. Faktycznie dawniej wytworzenie jednej sztuki ubrania było droższe i dużo bardziej czasochłonne. A jednocześnie trwalsze i dające więcej satysfakcji.
2. Ilość posiadanych przedmiotów dawniej i dziś
W związku z powyższymi rozważaniami dawniej mieliśmy mniej rzeczy i było to dla nas wystarczające. Obecnie wydaje nam się, że musimy być przygotowani na każdą okazję i mieć suknię wieczorową nawet jeżeli od lat nie chodzimy na tego typu imprezy. Lepiej jednak mieć, “na wszelki wypadek”. Właśnie to sformułowanie bywa dla nas zgubne. Jak wtedy, gdy jakaś rzecz została zniszczona i myślimy, że jeszcze kiedyś ją naprawimy, bo może się przyda lub inna rzecz jest nam już za mała, ale pozostawiamy ją w szafie z myślą, że gdy kiedyś schudniemy, to będzie w sam raz. Otóż okazuje się, że być może obecnie ktoś mógłby korzystać z takiej rzeczy, więc warto ją podarować, a w szafie trzymać jedynie te rzeczy, które są nam obecnie dobre, schludne i całe. Wtedy zawartość szafy się zmniejszy. A co za tym idzie, z mniejszej ilości rzeczy łatwiej nam będzie wybierać. Dawniej ludzie posiadali zdecydowanie mniej rzeczy. Nie przejmowali się zupełnie chodząc na okrągło w tych samych ubraniach.
3. Ilość czasu, jaką pochłania dbanie
Posiadanie wielu rzeczy wymaga dbania o nie, więc dokłada nam obowiązków i zwiększa zmęczenie. Warto zliczyć czas poświęcany na zakupy, pranie, prasowanie, składanie, układanie w szafach, przeglądy. Mając skromniejszą garderobę dużo łatwiej podejmować codzienne decyzje, a dbanie o rzeczy zabiera mniej czasu. Poza tym mając mniej rzeczy można sobie pozwolić na to, by były naprawdę dobrej jakości i by dłużej służyły. Warto wybierać rzeczy uniwersalne, które dobrze komponują się z innymi. Ważne, by dobrze dopasować kolory, zarówno do nas jak i posiadanych przez nas rzeczy.
4. Docenienie tego co mamy
Warto się zastanowić dlaczego dana rzecz nam się nie podoba. Przecież, gdy ją kupowaliśmy, to naprawdę chcieliśmy ją nosić. Warto przypomnieć sobie ten moment i przemyśleć dlaczego to co dawniej cieszyło przestaje mieć dla nas wartość. Pomijając oczywiste przyczyny takie jak to, że przedmiot zmienił się po praniu, jest już zniszczony, lub drapie, to odpowiedź na pytanie dlaczego już nam się nie podoba jest kluczowa. Być może kupiliśmy dany ciuch wcale nie z potrzeby noszenia go, a z innego powodu. Może się okaże, że zakupy wcale nie mają na celu zdobycia garderoby, a jakiegoś rodzaju rekompensaty, czy pocieszenia. Wtedy warto przemyśleć, czy jednak nie da się zaspokoić tej potrzeby w inny sposób. Oszczędzimy pieniądze i zmniejszymy ilość dochodzących ubrań. Przy okazji polecam zasadę “jedno wchodzi, jedno wychodzi”, czyli jeśli jakaś rzecz jest już zużyta to wymieniamy ją na inną. Jeżeli dokupimy rzecz, to wybieramy spośród naszych rzeczy taką, którą pożegnamy.
Bardzo polecam wiosenny przegląd w myśl zasady, że zostaje tylko to, co jest nam aktualnie dobre, całe i czyste. Można “iść na zakupy” do własnej szafy. Wyjąć to co mamy, poprzymierzać i skomponować nowe połączenia. Być może tej wiosny okaże się, że kolejny zakup nie będzie potrzebny. Udanej zabawy!